Takayama to nieduze miasto (nasz hotel jest 200m od stacji kolejowej, co jest bardzo wygodne, zaraz obok hotelu jest sklep Family Mart), wiec nie ma tu tak wielu rzeczy do zobaczenia, ale i tak miasto ma bardzo przyjemna atmosfere. Jest tutaj piekna dzielnica ze starymi, niskimi, drewnianymi domami, jest tez nieduza swiatynia, z trzypietrowa pagoda i drzewem milorzebu, ktore ma ponad tysiac lat! Teraz zrzuca tysiace zoltych lisci, co dodaje uroku swiatyni, ktora sama w sobie dobrze sie prezentuje, ze swoimi kamiennymi latarniami pokrytymi mchem. Zebralismy tam troche tych pieknych zoltych lisci, a jakas pani (turystka) zapytala nas po co to robimy. Pozniej, w jednym ze sklepow, gdzie kupilismy jakis drobiazg, pani ktora nas obslugiwala, widzac, ze mamy zebrane liscie milozebu, dala nam pare listkow klonu japonskiego, tak po prostu. Mile nas to zaskoczylo.
W Takayamie jest wiele waskich uliczek ze sklepikami, ktore sprzedaja lokalnie wytwarzane produkty, jak na przyklad ozdoby, miseczki, przedmioty do domu, male, sliczne chusteczki, reczniczki, figurki, zabawki, slodycze, sake robione na miejscu, pamiatki, breloczki, papeterie, chusteczki, kadzidelka, naczynka, wachlarze, itp., recznie wyrabiane na miejscu, najpiekniejsze pamiatki w calej Japonii. Jest to idealne miejsce, zeby kupowac pamiatki, ale nie te tandetne, chinskie pseudo-suweniry masowej produkcji, tylko bardzo ladne, dobrze wykonane przedmioty. Do tego jest tez mozliwosc poznania tworcow w niektorych z tych sklepow, a czasem mozna nawet zobaczyc ich przy pracy lub sprobowac lokalnych przysmakow. Oprocz tego jest tutaj sporo ladnych, zadbanych domow, z malutkimi ogrodami (bardzo malymi, czasem to tylko kilka doniczek), drzewkami bonsai, rowerami, czasem samochodami wcisnietymi gdzies miedzy plot a sciane (czesto widac tutaj samochody zaparkowane tak, ze prawie dotykaja ogrodzenia czy sciany, wiele samochodow ma tez dodatkowe lusterka ulatwiajace takie bliskie parkowanie, a i same samochody sa czesto bardzo kompaktowe, sa to modele niespotykane na Zachodzie).
Mimo, ze wieczor byl bardzo zimny, zwiedzilismy sporo sklepow w ktorych byly tysiace pieknych przedmiotow. Az trudno bylo sie zdecydowac! Sklepow jest duzo, i sa bardzo rozne. Niektore sa polaczone z warsztatami, w ktorych sie produkuje sprzedawane przedmioty. Niektore sa nowoczesne, w nowych, eleganckich wnetrzach, prowadzone przez mlodych ludzi, inne bardzo stare, lekko kiczowate, w ktorych stare zabawki sprzedaje starsza pani, ogladajac calymi dniami seriale w telewizji. Starsze i mlodsze pokolenie traktuje klientow tak samo dobrze, zreszta, kupowanie czegokolwiek w Japonii jest bardzo milym doswiadczeniem, sprzedawcy sa zawsze bardzo, bardzo mili, a podziekowaniom i uklonom nie ma konca. Co ciekawe, na takie traktowanie mozna liczyc zarowno w drogich, ekskluzywnych sklepach, jak i w zwyklym convenience store, niewazne czy kupujemy cos bardzo drogiego czy jakis najtanszy drobiazg. No i oczywiscie, kupione przedmioty sa zawsze bardzo ladnie i skrupulatnie zapakowane.
W wielu miejscach w Japonii, szczegolnie w duzych miastach, czesto jest tak, ze knajpy i restauracje sa czynne rano i wieczorem, z przerwa w ciagu dnia. Dlatego czasem zdarzalo sie, ze kiedy chcielismy zjesc obiad np. o 15 w Kyoto, wszystko bylo zamkniete, a otwarcie bylo dopiero o 17 lub pozniej. Pasuje to do lokalnej kultury jedzenia, w ktorej glowny posilek dnia to nie obiad, tylko pozna kolacja. Tymczasem, w Takayamie bylo zupelnie odwrotnie. Kiedy po zwiedzaniu sklepow chcielismy pojsc na kolacje i sprobowac slynnych lokalnych przysmakow, okazalo sie, ze knajpy, zamiast sie otwierac, byly zamykane, jedna za druga, i ostatecznie, okolo godziny 17 nie bylo juz nic do jedzenia. Rozczarowani, poszlismy do Seven Eleven kupic cos do jedzenia (ufo ramen). Na szczescie, w drodze do hotelu trafilismy na mala, nowoczesna knajpe z burgerami z lokalnej wolowiny, a jak sie potem okazalo, byla to nie tylko knajpa, ale rowniez sklep z lokalnymi, pieknymi ozdobami ze szkla. W czasie gdy czekalismy na nasze burgery, obejrzelismy dokladnie cala wystawe. Burgery natomiast okazaly sie dosc male, jak polowa normalnego burgera, co nas srogo rozczarowalo, bo bylismy glodni. Jednak mimo malych rozmiarow burgery byly znakomite. Po tej kolacji kupilismy pare ozdob, a na koniec dostalismy niespodzianke w postaci ciasta, co nas bardzo ucieszylo. Okazalo sie przepysznym biszkoptem, lekkim jak chmurka, rozplywajacym sie w ustach. I jak tu nie uwielbiac zakupow i jedzenia???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz